Wrocław - Pobierowo

Kilka długich miesięcy upłyneło zanim zdecydowałem się podzielić z wami tym co udało się dokonać dwóm amatorom podróżnikom. Wielkie plany sięgały rok wstecz, a wszystko za sprawą chęci oderwania się od codzienności. Duże plecaki, podstawowe narzędzia do survivalu, namiot, mały zapas wody i jedzenia. 

Woda skończyła nam się już w połowie drogi do Trzebnicy. Było popołudnie i siarczyste słońce, więc ani tu rosy ani wody w rowie. Sklepy też pozamykane. Na szczęśnie na stacji benzynowej mieli wodę w kranie. Chleb tostowy z wysoką zawartością substancji typu E spisał się na medal w wysokich temperaturach. Podobnie jak różnie konserwy i zupki chińskie. Wbrew pozorom największym problemem okazała się niemożność podróżowania w nocy, gdyż niesie to za sobą pewne ryzyko. Jedliśmy różnie, najczęśniej suchy prowiant no i te zupki. do picia woda, woda, woda z kranu i co? Szpital, a raczej pomoc doraźnia bo się chłopaki odwodnili, nie widząc czemu. Ano temu, że się wody z kranu nie pije tylko soki i nawet Pepsi, czasem chrupkiem można przegryźć, no ale chciało się zaoszczędzić. lol. Poźniej poszło jak po maśle z magicznymi tabletkami nawadniającymi i siestą w najgorętrzych godzinach marszu. Kilometry przyprawiały nas o bóle mięśni, otarcia, odciski i mega zmęczenie. Czasami trudno było patrzeć na mapę, bo na niej kilkanaśnie kilometrów to niewiele i mieliśmy wrażenie, że dojdziemy nad to morze za rok. Udało nam się jednak spiąć dupska, po kilku kryzysach dotarliśmy w 16 dni. Średnio 25-30km dziennie to chyba nie tak źle.

Coś na koniec? Spełniłem swoje marzenie. Co prawda, czekałem na jego spełnienie troche czasu i musiałem dać z siebie dosłownie wszystko ale udało się. Polecam. To jest możliwe. 

..to tak w wielkim skrócie.

Tagi:  wrocław, trip,